eeee

niedziela, 23 kwietnia 2017

Conwy/Walia-kwiecień 2017

 Jak się nie ma co się lubi, to się lubi , co się ma. Tak mawiała moja mama. Dziś mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że miała rację. Oczywiście, jak to ja...chciałabym do Porto, albo do Sewilli. Na całe szczęście w obecnej chwili mnie na takie wyjazdy nie stać, dlatego swoją szansę dostała położona zaledwie 4 godziny jazdy od naszego domu, północna Walia.
Ten niewielki kraj będący częścią Wielkiej Brytanii fascynował mnie już od pewnego czasu. Oczywiście moje zainteresowanie zawdzięcza internetowi, w którym zdjęć z tego zakątka świata jest pełno. No cóż skoro nie mogę polecieć do Porto, to pojadę do Walii i okazało się, że to był bardzo dobry wybór. 



Kilka informacji o Walii:
-jeden z czterech podmiatów ustrojowych Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej
-Henryk VIII Tudor (ten od sześciu żon) połączył Angilę i Walię unią w 1536 roku
-Walia nie posiada swojego parlamentu a jedynie Walijskie Zgromadzenie Narodowe, świadczy to o mniejszym zakresie autonomii kraju
-głową państwa jest królowa Elżbieta II, a premierem Carwyn Jones
-księciem Walii jest zawsze najstarszy potomek królewski, będący następcą tronu (obecnie książę Karol)
-stolicą kraju jest Cardiff (znane fanom żużla, gdzie odbywa się każdego roku Grand Prix)
-położona nad morzami: Irlandzkim i Celtyckim
-Walijczycy nazywają siebie Cymry , a swój kraj Cymru
-język urzędowy to walijski i angielski-poniżej kilka przykładów w obydwu językach :




W jednym ze sklepów poprosiłam o szybką lekcję podstwowych grzecznościowych zwrotów... nie byłam w stanie zapamiętać czterech wyrazów 😋 .
Mój plan na zwiedzenie północnej Walii był oczywiście dosyć moco napięty. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, byliśmy tam jedynie od poniedziałku do piątku.
Aby wykorzystać pierwszy dzień, postanowiłam tak ułozyć plan, abyśmy coś jeszcze po drodze zobaczyli. Na pierwszy ogień poszła położona niedaleko naszego kempingu miejscowość Conwy z  majestatycznym zamkiem. 
Jego sylwetkę widać już z daleka. To jest właśnie ten moment, kiedy wstrzymujesz oddech, bo widzisz coś fascynującego. Na wdechu powoli zbliżasz się do TEGO miejsca i co? Albo puszczasz oddech z rozczarowaniem, albo szybko pochłaniasz nową porcję powietrza by znowu ją w sobie przytrzymac i nie móc wypuścić. Serce wali jak oszalałe. Głupieje jeszcze bardziej niż nawigacja w samochodzie, która na środku ulicy i krzyczy, że dojechałes na miejsce. 


Zamek w Conwy wchodzi w skład "Żelaznego kręgu". To fortece wzniesione przez króla Edwarda I, który chciał w Walii umocnić swoją angielską pozycję. Jego budowę rozpoczęto w 1283 roku i trwała stosunkowo krótko, bo zaledwie 6 lat. Zamek zaprojektowano z rozmachem, jest bardzo okazały. Już w roku zakończenia jego budowy schronił się tu Edward I przed niejakim Madgodiem ap Llywelyn. Buntownik wraz ze swoimi ludźmi oblegali zamek kilka miesięcy, bez rezultatu. 


Zamek w Conwy odgrywał ważną rolę w czasach wojen domowych, m.in. w czasie Wojny Dwóch Róż (pomiędzy rodami Yorków i Lancasterów) w XV wieku.


Dobrze są również zachowane mury miejskie, na które na chwilkę weszliśmy. Nie obchodziliśmy miasta dookoła, ponieważ przede wszystkim chcieliśmy zobaczyć zamek. 



 Bilet rodzinny kosztuje 26 funtów.




Zamek położony jest nad rzeką Conwy. Rozpościera sie z niego bajeczny widok, z jednej strony na rzekę, z drugiej na miasteczko.






 Tuż obok zamku znajduje się sklep z "ciuchami" dla rycerzy. Możecie tu zakupić cały ekwipunek, jeżeli tylko poczujecie w sobie coś z rycerza.


Po wyjściu z zamku kierujemy się w stronę mariny.



Tu, przy tym znaku popełniam największy błąd tego wyjazdu. Zapominam o najmniejszym domu w Wielkiej Brytanii. Nie wiem czy to zmęczenie, czy podniecenie tym zamczyskiem, z którego chwilę wcześniej wyszliśmy, ale zupełnie mi z głowy wyleciał plan zwiedzania. A wiecie, co jest najśmieszniejsze? Zorientowałam się dopiero w przeddzień wyjazdu 😁 .


Na całe szczęście mam wyrozumiałego męża, który zabrał mnie do Conwy jeszcze raz w dzień naszego wyjazdu. Tylko po to, abyśmy z zewnatrz mogli zobaczyć ten najmniejszy domek w Wielkiej Brytanii. 


Domek ma wymiary 3,05 x 1,8 m i do 1900 roku był domem mieszkalnym. Ostatnim jego lokatorem był rybak Robert Jones, który mierzył...1,91 cm. Rada miejsca podjęła decyzję,że dom nie nadaje się do zamieszkania. Niestety byliśmy około godziny 9 rano, więc dom był zamkniety. Troszkę żałuję, że nie udało nam się go zobaczyć wewnątrz.


Conwy to małe miasteczko, myślę, że spokojnie można go obejść w dwie godziny. Natomiast jeżeli jesteście leniwi i macie za dużo funciaków w portfelu możecie go zwiedzić takimi oto autkiem :


Przejażdżka po miasteczku kosztuje "tylko" 4 funty od osoby. My dziękujemy za taką atrakcję , wolimy te pieniądze wydać na coś innego.


A oto moje naparstkowe zdobycze z Conwy:



24 komentarze:

  1. Zamek robi wrażenie, ale ten najmniejszy, czerwony domek także ma swój urok. Dla mnie pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamek faktycznie jest piękny, ale udało nam się odwiedzić jeszcze fajniejszy :) . A domeczek w rzeczywistości wygląda lepiej niż na zdjeciach, taki mały domunio ;) .

      Usuń
  2. Super! Walia da się lubić :) będzie dalsza część opowieści? my do Walii w tym roku mam nadzieję że już drugi raz zajedziemy ale na południe. A Pontcysyllte akwedukt widzieliście? Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akweduktu nie widzieliśmy, chociaż miałam go w planach. Zostanie na następny raz :) . Południe również mi się marzy. Jest tu tyle pięknych miejsc do odwiedzenia,że człowiek nie wie, gdzie najpierw pojechać :( .

      Usuń
    2. A kolejne części będą oczywiście :) . Napisałaś o Walii na swoim blogu?Jeżeli tak, podeślij mi prosze link.

      Usuń
    3. Nie pisałam o Walii, to było ładnych 5 lat temu :) Nie wplatam zbyt szczegółowo wątków podróżniczych na blogu- chyba szycie naparstki i podróże w jednym to za duży mix ;) Akwedukt koniecznie zobaczcie następnym razem, my też znowu go planujemy a do tego latarnie oczywiście i nawet Londyn mam nadzieje się załapie :) Czekam na dalszy ciąg walijskiej opowieści!

      Usuń
    4. Szkoda, że nie piszesz o Waszych podróżach, pewnie dużo bym się dowiedziała od Ciebie :(.Pozdrawiam

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Tak, taki domek krasnoludków ;).

      Usuń
  4. Belas fotografias de que gostei bastante de ver e os dedais são muito bonitos.
    Um abraço e boa semana.

    Andarilhar
    Dedais de Francisco e Idalisa
    Livros-Autografados

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie opisujesz Wasze wyprawy.Super zdjęcia.Zamczysko bardzo mi się podoba , ale ten domeczek bardzo mnie intryguje.Mam nadzieję ze kiedyś obejrzysz i wnętrze .
    Fajne naparstkowe zdobycze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ja również mam nadzieję :) .

      Usuń
  6. Ale uroczy ten czerwony domek :) Jeszcze nigdy nie byłam na Walii już kilka razy myślałam, żeby tam pojechać ale do tej pory mi się jakoś nie udało. Język walijski wydaje się bardzo skomplikowany :) fajnie, że miło spędziliście czas xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz koniecznie odwiedzić ten piękny kraj :). My tulko "liznęliśmy" kawałek północy :(.

      Usuń
  7. Walia jest fajna muszę ją pozwiedzać kamperem a emerytura już nie długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie :), w drodze do Szkocji.

      Usuń
  8. Wspaniała wycieczka!!Wiele mogę się od Ciebie dowiedzieć.Domek jest rewelacyjny i naparstki też:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Jadziu i zapraszam do dalszej wirtualnej podrózy :).

      Usuń
  9. Walia kojarzy mi się głównie z zamkami, wzgórzami i intensywną, soczystą zielenią.
    No i oczywiście wrzosowiskami. Ale się rozmarzyłam:)
    Fajną mieliście tę wycieczkę.
    Pozdrawiam cieplutko:)
    Na pocieszenie dodam tylko, że u nas od kilku tygodni mamy zimę z przebłyskami angielskiego deszczu.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas wczoraj padał śnieg, grad i deszcz na zmianę z pojawiającym się słońcem. Kosmos jakiś. Zapraszam do dalszej walijskiej, wirtualnej podrózy.

      Usuń
  10. Piękny klimat... lubię takie miejsca...

    OdpowiedzUsuń
  11. Grande viagem! Fantásticas fotografias!
    Lindos dedais.
    Beijos

    OdpowiedzUsuń
  12. W tym domku to napewno nie mółby mieszkać żaden kolekcjoner chyba , że mini mini miniaturek hihihi - boski jest ale nie dla nas ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).