eeee

piątek, 24 marca 2017

Tynemouth Market

Jesteście podróżnikami, którzy lubią dobre jedzenie? Ten wpis będzie dla Was. 
My wprawdzie nie jesteśmy tego typu ludźmi, którzy muszą wszystko, wszędzie spróbować. Dla przykładu, typowe angielskie śniadanie miałam okazję spróbować dopiero w zeszłym roku, chociaż mieszkam już tu kilka lat. 
Anię poznałam ponad rok temu, dzięki internetowi. Dosyć długo korespondowałysmy ze sobą na Facebooku, aż w końcu doszło do spotkania w świecie realnym. Okazło się, że mieszkamy w miarę blisko siebie. 
Ania wraz ze swoim Piotrem prowadzą street bar z ormiańskim jedzeniem. 
Swój lokal mają usytuowany w świetnym miejscu. 
Nigdy wcześniej tu nie trafiliśmy, chociaż w Tynemouth bywaliśmy wielokrotnie.
Weekendowy market odbywa się na stacji metra. Jeżeli macie ochotę odwiedzić stronę rynku zapraszam TU . My akurat trafiliśmy w niedzielę, kiedy miał miejsce remont torów, więc pociągi akurat tędy nie przejeżdżały  





Możecie tu kupić prawie wszystko, zarówno rzeczy używane, ale również nowe. Satcja jest zadaszona, zatem żadne pogodowe anomalie nie przeszkadzają w eksplorowaniu tego uroczego miejsca.Kiedy już poczujecie się zmęczeni i głodni, zapraszam Was do Armenian Family Street Bar .
To jest własnie moja Ania, zawsze uśmiechnięta oraz Piotr, rewelacyjny kucharz.


Tak właśnie wygląda miejsce ich weekendowej pracy :


Zapytałam z ciekawości dlaczego serwują ormiańskie jedzonko skoro obydwoje pochodzą z Polski. Okazało się, że w Piotrze płynie ormińska krew i w tym roku postanowili polecieć do Armenii w poszukiwaniu śladów swoich przodków. Piotr wydaje się być osobą zafascynowaną ormiańską kulturą i kuchnią. Człowiek z pasją.



Nigdy nie miałam przekonania do jedzenia w street barach, bo szczerze powiedziawszy jestem osobą, którą wiele rzeczy brzydzi. Tu jednak możecie zobaczyć, cały proces przygotowania dla Was wrapa, sami możecie go skomponowac z produktow, które nasi przyjaciele oferują. 
Piotr zajmuje się kuchnią, Ania finansami, zatem z całą pewnością jedzonko, które dostaniecie jest czyste i najwyższej jakości.


A całość wygląda tak:


albo tak, jak ktoś woli, inną sałatkę, sos a może ser halloumi.


Gwarantuję Wam, że jak wciągniecie całego zawijańca na obiad to do kolacji macie spokój. Żołądek nie będzie o sobie przypominał.
Nie chcieliśmy przeszkadzać naszym przyjaciołom, ponieważ ruch u nich był co najmniej, jak w Paryżu na rondzie, przy Łuku Triumfalnym.
Pożegnaliśmy się zatem z Anią i Piotrem, podziękowaliśmy i skierowaliśmy swoje kroki w stronę centrum.
Będąc w nadmorskiej miejscowości, nie mogliśmy przepuścić okazji i udaliśmy się na plażę.
Po drodze mijamy ruiny zamku i klasztoru.






Zaczynał się przypływ, zdąrzylśmy jednak zejść na chwilkę na plażę, która nosi imię  Króla Edwarda.







Jak widać na załączonym poniżej obrazku, Anglikom zimowa aura nie przeszkadza w aktywnnym spędzaniu czasu.


To był bardzo fajny dzień, spotkaliśmy naszych przyjaciół a popołudniu w domowym zaciszu świętowaliśmy moje kolejne urodziny, które tego dnia przypadały. 


16 komentarzy:

  1. Ja bym takie jedzono z przyjemnością "wszamała":)
    Uwielbiam jeść.
    Ooo i widzę, że słoneczko u Was pięknie świeci:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wyjazd miał miejsce w styczniu, ale od dwóch dni świeci ślicznie słonko :). Jedzonko rewelacyjne!

      Usuń
  2. Belas fotografias e gosto destas feiras e mercados ao ar livre.
    Um abraço e bom fim-de-semana.

    Andarilhar
    Dedais de Francisco e Idalisa
    Livros-Autografados

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję udanego wypoczynku. Podziwiam każde Twoje zdjęcie. Przystaję na dłużej gdy oglądam błękitne niebo. Takich kolorów nie oglądałam w Polsce od jesieni. 99,9% zimowych dni było szarych, deszczowych, zimnych i nieprzyjemnych. Z dużą przyjemnością odwiedzam Twój bardzo piękny blog.
    Widzę, że mamy coś wspólnego. Ja też nie jestem zwolenniczką, że w każdym miejscu muszę coś zjeść.
    Wielu rzeczy nie jem i wiele mnie brzydzi. A gdy nie mam możliwości zobaczenia jak jest w kuchni to już się tam nie zatrzymuję.
    Serdeczne pozdrowienia dla całej Twojej Rodzinki z szarej, jeszcze bezkwietnej Polski.
    Łucja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucjo u mnie jest więcej dni deszczowych, mglistych, dlatego wykorzystujemy każdy słoneczny dzień i ruszamy w teren. Dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. So beautiful and good!
    Have a nice sunday with your kids.
    Kiss

    OdpowiedzUsuń
  5. Magnificient photographs!
    Kiss

    OdpowiedzUsuń
  6. Zawsze wyjeżdżając, czy to do Polski czy zagranicę staramy się popróbować jakichś pyszności. Chętnie zjadłabym takiego apetycznego zawijańca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj zawijaniec był rewelacyjny :).

      Usuń
  7. Ja bardzo chętnie próbuję, choć nie powiedziałabym, że muszę. Pamiętam jednak moje śniadanie na angielskiej farmie. To było coś co trzyma mnie zachwytem do dziś. I takich kulinarnych przygód życzyłabym nam jak najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angielskie śniadanie, chociaz nie wygląda zachęcająco polecam wszystkim na porannek po imprezie. Leczy znakomicie wszelkie dolegliwości.

      Usuń
  8. Jedzonko wygląda apetycznie ( najważniejsze że widziałaś jak je robią ), widoki ruin, morza śliczne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale pycha uwielbiam smakować inne smaki
    zjadłambym z apetytem - a wycieczka extra ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. MArto dziekuje za Twoj wpis o nas Armenian Family Street Bar. Wspaniala relacja i zdjecia. MAm nadzieje, ze napiszesz jeszcze o nas odwiedzajac nas z rodzinka na innym markecie :-) Zapraszamy na nasze rondo przy Łuku Triumfalnym Armenian Bar :-) Z tym porownaniem to Ci sie trafilo w dziesiatke :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).