eeee

niedziela, 12 marca 2017

Fire&Ice in Durham

Lubicie zimę? Ja nie znoszę, nie znoszę angielskiej zimy za jej... "jesienność". Czuję, że popadam w podróżniczą depresję, z której budzę się dopiero koło marca. Jest szaro, mgliście, nie mam siły wstać rano z łózka i gdyby nie obowiązki, to pewnie bym nie wstawała. Przychodzą weekendy, podczas których również średnio chce nam się z domu wychodzić, bo zimno, bo deszcz. Jeszcze, gdyby spadł śnieg to chociaż byłoby widniej i można by pójść na sanki. 
Podczas jednego z takich weekendów, z którym nie wiadomo co zrobić, wybralismy się do Durham. Facebook powiedział mi, że w dniach 24 i 24 lutego odbywać się będzie wystawa :" Ogień i lód". Facebook był tak miły, że udostępnił mapkę, w których miejscach będziemy mogli odnaleźć lodowe figury.



Wybraliśmy się w sobotnie popołudnie i niestety to był nasz błąd. Co prawda w piątek ciężko byłoby nam dotrzeć, bo kończymy dosyć późno pracę i szkołę, ale mielibyśmy okazję zobaczyć ogniowe pokazy i w całości lodowe figury. 
Nie mogliśmy znaleźć wolnego miejsca na wszystkich znanych nam parkingach i musielismy zadowolić się takim, które było usytuowane dosyć dalko od centrum. 
Mieliśmy za to okazję zobaczyć znajomych Harrego Pottera, którzy grali w dziwną grę przypominającą nam quidditcha.


Przeszliśmy obok nich dosyć szybko, aby nie dostać w głowę jakimś kaflem, tłuczkiem czy zniczem.
Docieramy do pierwszej figury, miała to być syrenka. Nie ukrywamy naszego rozczarowania. Pod stolikiem z syrenką jest kałuża wody. 


Niestety w sobotnie popołudnie rzeźby wyglądały kiepsko. Większość z nich była już stopiona.

Syrenka, w tle katerda i zamek.
Król Artur.


Na rynku głównym mogliśmy podziwiać rzeźbiarza podczas pracy. Troszkę mu współczuliśmy, ponieważ nie było zimno ( dlatego fugury nie były już w najlepszym stanie), ale wiał dosyć mocny wiatr i kropił co chwilkę deszcz.




Hydra

                                                                           Tron

Paszcza

Smok
Feniks

Nie czekaliśmy na wieczorny pokaz ognia, ponieważ było nam zbyt zimno i szybko udaliśmy się w stronę parkingu. Postanowiliśmy, że w przyszłym roku koniecznie wystawę musimy odwiedzić w pierwszym dniu jej trwania.


20 komentarzy:

  1. Świetne rzeźby , szkoda że już lekko nadtopione.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem pełna podziwu, dla ludzi, którzy tak piękne, lodowe rzeźby tworzą... Boży to dar...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale fajne! Czyli i zimą można znaleźć coś ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można, można, trzeba tylko chcieć ;) . Buziaki

      Usuń
  4. Chyba czasem wolałabym Waszą jesienną niż naszą walkę ze śniegiem... ale w przypadku takiej wystawy to faktycznie trochę mrozu by się przydało ;)

    http://przystanek-klodzko.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mrozu i sniegu, zupełnie inaczej by się wystawa prezentowała.

      Usuń
  5. ...the beauty of cold weather, thanks for sharing.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo topniejących rzeźb była to jednak spora atrakcja.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, ale musismy je zobaczyć w całości w przyszłym roku :).

      Usuń
  7. Ale lodowe trony są fantastyczne. W pierwszy dzień faktycznie mogły być wszystkie figury zjawiskowe. Za to dzieciaczki masz słodkie:)
    Też nie znoszę zimy i nigdy nie chce mi się z domu wychodzić, ale ile można znowu w tym domu siedzieć? WIOSNA BLISKO! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, dzieciaczki oszem czasami bywają słodkie ;) .Pozdrawiam

      Usuń
  8. Mnie też zima dołuje :(
    Chociaż figury lodowe są naprawdę imponujące to jednak wolę ten czas w roku, gdy słońce grzeje tak mocno, że lód nie ma racji bytu. :)
    Dobrze, że niedługo już wiosna! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A new blog! Good!
    I love travel too.
    Kiss

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojeeeej, te ruiny zamku są wspaniałe! Że już o ormiańskim jedzeniu nie wspomnę. I tym sposobem zachciało mi się obiadu o 9.43. No dzięki :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).