eeee

poniedziałek, 13 lutego 2017

Newcastle upon Tyne.

Dziś zabiorę Was do wielkiego miasta. Od kilku lat mieszkam w małej, angielskiej wsi, dlatego Newcastle upon Tyne jest dla mnie wyznacznikiem bardzo dużej miejscowości. Poza tym nosi status  city a nie town , więc ktoś już przede mną stwierdził, że jest to miejsce o dużej powierzchni, z dużą gęstością zaludnienia. W Londynie jeszcze nie byłam, więc chyba mój organizm przeżyłby tam szok, a być może nie wyszedłby żywy. Ilośc spalin i tłok uliczny, spowodowałby, że moje serce przyzwyczajone do sielskiego, wiejskiego życia, byłoby wystawione na poważną próbę. Ale koniec marudzenia. Na początek proszę drogi czytelniku zapoznaj się z Wkikipedią, cóż ona nam mówi o mieście, które w styczniu odwiedziłam: 

Newcastle upon Tyne, City of Newcastle upon Tyne (łac. Novum Castellum super Tinam) – miasto i dystrykt metropolitalny w Wielkiej Brytanii (w Anglii) nad rzeką Tyne, nieopodal jej ujścia do Morza Północnego, w hrabstwie ceremonialnym Tyne and Wear. Według spisu powszechnego z roku 2011 roku miasto liczyło 280 177 mieszkańców.
Jest ośrodkiem przemysłu stoczniowego, maszynowego, elektrotechnicznego, chemicznego oraz wydobycia węgla kamiennego. Stanowi siedzibę klubu piłkarskiego Newcastle United.




Kiedy w końcu w zamglonej aurze znajdziemy miejsce parkingowe, o które wcale nie jest tak łatwo (miasto reklamuje się, że  posiada ich 10 000 ) to oczywiście musimy mieć oczy dookoła głowy. Nie będę się wypowiadała na temat rozgarnięcia przeciętnego mieszkańca wysp, ale turystom bardzo pomocne jest, takie oznakowanie przejść. Musimy pamietać podczas naszej podrózy, że na Wyspach Brytyjskich ruch uliczny jest lewostronny.


My zaparkowaliśmy koło Discovery Museum, do którego mam nadzieję niedługo po raz kolejny udamy się z dzieciakami. Wtedy będę mogła Wam więcej na ten temat napisać.
Swoje kroki kierujemy w stronę centrum, po drodze mijamy miejskie mury, a raczej ich pozostałość.



Zawsze mnie intrygowały China Town, które znajdują sie w brytyjskich miastach, więc przekroczyliśmy bramę. No cóż...nie powaliło mnie na kolana, a ciekawośc została zaspokojona na tyle, że może wybiorę się w takie miejsce, ale w Londynie, jak już kiedyś będzie mi dane sprawdzic wytrzymałość mojego serca.


 Oto co kryje się za bramą:


Nie zrobiło na Was wrażenia? Na mnie również. Kilka kanjpek i sklepów z jedzeniem, oto całe chińskie miasteczko w Newcastle upon Tyne. Z drugiej strony, czego ja się tam mogłam spodziewać?


Idziemy dalej w kierunku dwórca kolejowego.

Joseph Cowen, urodzony w Newcastle upon Tyne radykalny liberał, polityk i dziennikarz.



Dochodzimy do dworca kolejowego i zaglądamy do środka. Kiedyś ze względu na rozwijający się  na terenie północnej Anglii przemysł hutniczo-górniczy, dworzec kolejowy był bardzo rozbudowany. W poprzednich stuleciach, kiedy nie było tylu ciezarówek węgiel, czy stal przewożono pociągami. W obecnych czasach, kiedy Margaret Thatcher pozamykała większość takich zakładów w tym rejonie, dworzec ten służy przede wszystkim dla podróżnych. Jest położony na linii kolejowej East Coast Main Line, która łączy Londyn z Edynburgiem.




Nie miałam zbyt dużo okazji , aby być na angielskich dworcach kolejowych, jednak w większości tych, które odwiedziłam jest jedna zasada. Na peron nie wejdziesz bez ważnego biletu. Aby dostać się na peron, z którego odjeżdża nasz pociag, musimy zeskanować nasz bilet, aby przejść przez bramki.


Ogrzaliśmy się trochę, możemy ruszać dalej. Jest coś co mnie zniechęca do Newcastle. Pomiędzy urocze, stare kamienice powciskane są nowoczesne budynki. Nie znam się na archietekturze, ale jak na mój gust nie wygląda to estetycznie.


Docieramy nad rzekę Tyne i wchodzimy na most High Level Bridge. Mostem tym na niższym poziomie mogą przejeżdzać tylko autobusy, natomiast na wyższym levelu znajdują się tory kolejowe. Z mostu tego rozpościera się widoczek na rzekę Tyne.
Czerwony most to The Swing Bridge, który obraca się wokół własnej osi o 360 stopni.
Zaraz za nim znajduje się Tyne Bridge, wybudowany w 1928 roku. Konstrukacja w kształcie łuku, wykonana ze stali jest najdłuższą tego typu w Wielkiej Brytanii. Jego rozpiętość mierzy 162 metry.


W letnie, cieple wieczory ( czasami i tu zadarza się, że temperatura osiągnie 20 stopni Celsjusza) fajnie jest pospacerowac nadrzecznym bulwarem. Można poczuć prawdziwie letni klimat, rodem z Włoch, czy Hiszpanii. Wzdłuż rzeki poustawiane są palmy i leżaki. Można również zagrać w siatkówkę plażową w wydzielonym specjalnie miejscu.


Na moście nie mogło zabraknąć kłódek, które wieszają tu zakochane pary.



Nie lubię czytać długich wpisów na blogach, nie ukrywam, że w połowie często jestem już znużona. Dlatego post o Newcastle upon Tyne postanowiłam podzielić na dwie części. W następnym wpisie zobaczycie pozostałości zamku, katedrę Św. Mikołaja oraz dowiecie się, co ma wspólnegoto miasto z herbatą earl grey.

36 komentarzy:

  1. Si es un poco larga esta entrada pero es muy interesante lo que muestras, la moda de colgar candados es en todo el mundo por lo que veo.
    Saludos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak moda na kłódki jest popularna na całym świecie. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Kolejna cudowna wycieczka :)

    http://przystanek-klodzko.pl/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetna wycieczka , super fotki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Tam jeszcze nie dotarliśmy, choć byliśmy blisko ;) A Londyn polecam! za pierwszym razem zrobił na mnie wrażenie ogromne, chciałam wrócić. Jak wróciłam po 2 latach byłam znużona i już chciałam uciekać ;) ale okoliczności były przeważająco medyczne niż turystyczne. Na wakacje chcemy dzieciom pokazać Londyn, albo to one chcą go bardziej zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z tym Londynem to mam problem. Z jednej strony bardzo bym chciała tam pojechac, ale z drugiej przeraża mnie ilość osób tam przebywających. Tak wiem, tłum i my sami tworzymy. Może i my kiedyś w końcu zdecydujemy się zobaczyć Big Bena ;).

      Usuń
  5. Super, tylko pogoda smętna ;) Prawdziwie angielska...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak Marysiu, można wpaść w depresję, niestety :(.

      Usuń
  6. Bonita viagem, o clima não è muito agradável. Gostei das fotos.
    Beijos

    OdpowiedzUsuń
  7. Może kiedyś i ja zwiedzę te miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skleroza? Byliśmy tam razem...

      Usuń
  8. Nie wiem, jakbym się odnalazła w Anglii - ten ruch lewostronny mnie przeraża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh, przyzwyczaiłabyś się :).

      Usuń
  9. Lubie centrum Newcastle a zwłaszcza gdy jest ładna pogoda spacer nad rzeką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spacer nad rzeką również lubię, a samo centrum jakoś nie za specjalnie lubię :).

      Usuń
  10. Oczywiście jeszcze mnie tam nie było. Podobają mi się oba mosty (choć ten w głębi o wiele bardziej), dworzec (ze względu na ten wzór na suficie). Spacer nad rzeką musi być przyjemny, a samo centrum wydaje się całkiem przyjemne. Może kiedyś tam zawitam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądze Kinga..gdybyś miała wybrać się na wycieczkę do Anglii, wybrałabyś inne miasta...uwierz mi hehehe.

      Usuń
  11. Wszystko fajnie, ale ta pogodaaaaa...iście angielska... Ja bym tam cierpiała chyba na chroniczną depresję.. Mam nadzieję, że u Ciebie pogoda lepsza ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aguś, ja mieszkam od Newcastle w takiej odległości jak Ty od Częstochowy...pogoda zatem taka sama, niestety :(.

      Usuń
  12. Wiesz Marta podziwiam Twoją pasję zwiedzania jest niesamowita:)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Jadziu, dostałam taki gen od taty :).

      Usuń
  13. Mosty są zachwycające:)
    Podobają mi się też bardzo chińskie motywy łącznie z bramą.
    Widzę, że u Ciebie też mało słoneczka. Ja szczerze mówiąc nie mogę się doczekać lata, chociaż dzisiaj w Polsce mamy piękną pogodę.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na lato również czekam, chociaż sama już nie wiem na co liczę ;). Może w tym roku będzie go więcej...Pozdrawiam

      Usuń
  14. Anglia ma jednak niepowtarzalny klimat, chociaż mieszkać tam bym nie chciała przede wszystkim ze względu na pogodę, ale zobaczyć jak najbardziej bym mogła.Chińska dzielnica faktycznie na kolana nie rzuca. Oj a taki spacer nad rzeką musi być cudowny. To czekam na drugą część i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkac jest tu ciężko ze względu na pogodę, można dostać depresji, niestety :(. Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).