eeee

niedziela, 29 stycznia 2017

Wspomnienia.

Mówią, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Zgadzam się z tym w zupełności. "Ciągali" po Polsce od małego, to co się dziwić, że teraz i ja swoje dzieci ciągnę, jak tylko nadarzy się okazja.
Dziś są moje kolejne urodziny zatem pozowolę sobie na odrobinę prywaty i zaproszę Was do mojego rodzinnego albumu ze zdjęciami.
Będą to oczywiście podróżnicze wspomnienia.
Mój pierwszy wyjazd razem z babcią i dziadkiem oraz rodzicami nad jezioro Wigry na Suwalszczyźnie jest uwieczniony tylko na slajdach, które leżą u taty zakurzone na strychu. Szkoda,że nie mam ich w postaci zdjęć. Miałam wtedy może 2 lata? Niestety nic z tamtego okresu nie pamietam.
Kolejny wyjazd również z dziadkami już zapamietałam. Miałam wtedy 5 lat i byłam w Krzeczowie nad rzeką Wartą. Z resztą do Krzeczowa jeździliśmy częściej, ponieważ dziadek był zagorzałym wędkarzem a tam ryby "brały" 😀. 
Z rodzicami natomiast jeździłam na wczasy z ich zakładów pracy. W taki sposób odwiedziłam Łebę:

Ruchome wydmy w Słowińskim Parku Narodowym.

środa, 18 stycznia 2017

Whitburn Coastal Park i Sunderland International Airshow -lipiec 2016.

 Ostatnio zabrałam Was do Souter Lighthouse i obiecałam ,że w następnym wpisie odbędziemy spacer wybrzeżem Morza Północnego.
Pretekst do wyjazdu akurat w to miejsce był dosyć banalny. Nasze młodsze dzieci ciężko trenowały naukę jazdy na rowerze na dwóch kółkach. W naszej miejscowości ścieżek rowerowych brak, a nauka w takich okolicznościach przyrody ( czytaj-uwielbiam morze) bardzo przypadła mi do gustu. Tutaj można szaleć na rowerach do woli. Anglicy lubią dzieci, więc im nie przeszkadza,że muszą nagle uciekac ze ściezki, bo taki jeden z drugim pięciolatek akurat uczy się  utrzymać równowagę na dwóch kółkach.


środa, 11 stycznia 2017

Souter Lighthouse-maj 2014

Za oknem ciągle pada i wieje, na dodatek MetOffice zapowiada burzę śnieżną, która ma uderzyc już dziś wieczorem. W najbliższym czasie nici z jakichkolwiek wyjazdów. Weszłam zatem w posty o statusie Wersje robocze i odnalazłam zakurzone już zdjęcia z 2014 roku. Jakoś tak się składało, że nie miałam serca dla tej latarni, bo brakiem czasu się zasłonić nie mogę. W końcu przez ten czas ukazało się tutaj sporo wpisów.
Dlaczego zatem nie miałam ochoty pisać o tej latarni, skoro latarnie lubię odwiedzać?
Otóż dlatego, że nie cierpię pisać o rzeczach, które nie są moim zdaniem bardzo ciekawe. Ale, że dla mnie nie są interesujące, to nie znaczy, że dla innych również. Dlatego w końcu  coś wypadałoby o tym miejscu napisać. Prawda jest taka, że jak już zdecydowaliśmy ją odwiedzić, to byłam bardzo napalona i nie mogłam się doczekać. Natomiast latarnia z której nie mogę dobrze zobaczyć morza to dla mnie nie latarnia 😁 . I tu właśnie spotkał mnie zawód. Na samej górze znajduje się tylko małe okienko przez które niewiele widać 😔.


czwartek, 5 stycznia 2017

Barnard Castle- grudzień 2016

 Dziś chciałabym Was zabrać na wycieczkę, którą odbyliśmy ostatniego dnia 2016 roku.
W planach mieliśmy dłuższy spacer, ale szalejący, zimny wiatr pokrzyżował nasze plany.
Ponieważ nie szykowaliśmy się na imprezę sylwestrową, mieliśmy sporo czasu i bez pośpiechu mogliśmy spędzić ten dzień w terenie. Niestety angielska pogoda po raz koleny udowodniła nam, że to ona rządzi, a nie my naszym czasem 😉 .
Celem naszej wycieczki były ruiny zamku w miejscowści Barnard Castle. 
Najpierw jednak przechodzimy koło kościoła Metodystów, przed którym postawiona jest szopka.