eeee

środa, 25 maja 2016

Aydon Castle-maj 2016.

W niedzielne popołudnie postanowiliśmy wybrać się do Aydon Castle. Budowle widzieliśmy z daleka podczas naszego pobytu w miasteczku rzymskim w Corbridge  .
Dojazd do zamku nie jest łatwy, co prawda prowadza do niego dwie drogi, ale obydwie sa raczej kiepskiej jakości i dosyć wąskie.


Aydon Castle jest pod opieka English Heritage Trust, czyli organizacji która ma pod swoja opieka ponad 400 historycznych, angielskich budowli. Pod jej skrzydłami znajduje się min. Stonehenge, Dover Castle, czy Mur Hadriana.


Zamek, do którego udaliśmy sie w niedzielne popołudnie w zasadzie jest dworem, wybudowanym w 1290 roku. Dziś pozostaje w ruinie, częściowo pokryty w nowym dachem.
Swoje kroki najpierw kierujemy do małego sklepiku, w którym kupujemy bilet rodzinny w cenie 12 funtów oraz książeczkę-przewodnik za 2.99 funta.


Przy wejściu na teren zamku nikt nie sprawdza biletów. Od razu naszła mnie myśl, czy w Polsce, każdy poszedłby najpierw kupić bilet, czy wszedłby bez biletu? Dodam tylko, ze pan, który sprzedaje bilety nie widzi ze swojego stanowiska pracy wejścia na teren obiektu.




Wchodzimy najpierw na niewielki dziedziniec, z którego możemy od razu wejść do kilku pomieszczeń. My wybieramy drzwi na lewo, które prowadza do części zwanej Solar block. Znajdowały się tu prywatne apartamenty lorda Roberta de Raymesa, pierwszego właściciela zamku.



Następnie udajemy się w kierunku sali, w której lord przyjmował gości.



 Przechodzimy przez kilka pomieszczeń, min. przez łaźnie, kuchnie, czy stajnie.
Niestety w niektórych z nich, fetor jest tak mocny, że uciekamy na dwór. 


Wchodzimy na mur, stad rozpościera się widok na plac zamkowy.



Obchodzimy jeszcze zamek od tylu. Okazuje się, że z drugiej strony jest przepaść, a w dole płynie rzeka Cor Burn.






Jeżeli mieszkasz w północnej Anglii i odwiedziłeś już wszystkie najciekawsze miejsca w regionie, to przyjedz do  Aydon Castle. Jeżeli jesteś tu tylko przejazdem, no cóż ja mogę napisać tylko o swoich odczuciach, a Ty zdecyduj sam.  Nie jest to miejsce, do którego chciałabym powrócić. Na mnie nie wywarło jakiegoś piorunującego wrażenia, nie poczułam drżenia serca. Zdecydowanie bardziej podobało mi się w Finchale Priory .

6 komentarzy:

  1. Excelentes e belas fotografias, gostei.
    Um abraço e boa semana.
    https://andarilharar.blogspot.pt/

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyjemne miejsce na spacer...
    Czyli teraz tutaj będą pojawiać się naparstki? ;)
    Pozdrawiam Martuś! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejne cudowne miejsce :) Przynajmniej w ten sposób mogę zwiedzić Anglię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj Aniu zapraszam rowniez realnie :)

      Usuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).