eeee

niedziela, 24 kwietnia 2016

Parque das Nacoes-luty 2016.

To był jeden z takich dni, kiedy odechciewa się wszystkiego. Niby cieszysz się, że jesteś na urlopie, jednak kiedy za oknem masz pogodę taka samą jak w kraju, w którym mieszkasz, to można poczuć lekki zawód. 
Ja wiem, że jadąc na południe Europy w lutym nie można się spodziewać upałów. Jednak ten deszcz i ponura aura doprowadzała mnie do delikatnie mówiąc rozdrażnienia.
Pomimo kiepskich nastrojów zebraliśmy się i udaliśmy w kierunku Parku Narodów. Naszym nadrzędnym celem było oceanarium, w którym można się schowac i nie patrzeć na padajacy deszcz.
Naszym środkiem lokomocji w tym dniu było metro. 
Szybko i wygodnie, jedynie co mnie irytowało to wszelkiego rodzaju żebracy począwszy od niewidomych (chociaż kto ich tam wie, za bardzo im nie dowierzam) kończąc na grajkach.


Po około 40 minutach (z przesiadką) dotarliśmy na dworzec Oriente.


Park Narodów powstał na wystawę Expo 1998.


 Zajął dawne tereny poprzemysłowe i cieszy się do dnia dzisiejszego zainteresowaniem nie tylko turystów, ale jest również często odwiedzany przez mieszkańców. Zapewne spowodowane jest to jego położeniem tuż przy Tagu. Wykorzystano ten fakt do zbudowania największego (podobno) oceanarium w Europie. Z cała pewnością jest to najbardziej znana atrakcja Parku Narodów.
Zanim my jednak do niej dotarliśmy, przeszliśmy się kawałek po samym parku. Akurat deszcz zamienił się  w mżawkę i mogliśmy chwilkę pospacerować.


Naszym celem w tym dniu było nie tylko oceanarium, ale także przejażdżka kolejką linową-teleferico.



Wsiadamy do kolejki w momencie, w którym znowu zaczął padać deszcz.


Myślę, że w słoneczny dzień jest tu na prawdę przyjemnie , a widoki z kabiny na Park Narodów mogą cieszyć oko.


Podróż w obydwie strony nie trwa długo. Pewnie gdybyśmy trafili tu w słoneczną pogodę, wysiedlibyśmy na drugiej stacji i przeszli  z powrotem do oceanarium, odwiedzając przy okazji Ogrody Garcii de Orta.
Niestety aura nie pozwoliła nam na to. Dlatego po opuszczeniu kolejki szybko udajemy się do oceanarium, w którym spędzamy około 2 godzin. Oczywiście można spędzić tam i cały dzień, my jednak nie rozczulamy się nad każdym żyjątkiem.




Oceanarium jest bardzo duże. Jest tu ogromne akwarium (jego pojemność to okolo 5000 metrów sześciennych), które możemy obejrzeć z każdej strony. Miejsce to zaprojektował Peter Chermayeff , ten sam, który jest twórcą projektu największego oceanarium na świecie- w Osace).
Jak to zwykle bywa w tego rodzaju obiektach, możemy tu podziwiać życie i środowisko Oceanów: Spokojnego, Atlantyckiego, Indyjskiego i Arktycznego.
 Kiedy weszliśmy, większość turystów skupiła się przy pierwszych oknach. Był tłok, później jednak było coraz luźniej. My ominęliśmy tłumy i poszliśmy w poszukiwaniu spokojniejszych miejsc.



Dalej było na prawdę lepiej. Chyba większość turystów było już znudzonych gapieniem się na ryby w wielkim akwarium i skupili się na mniejszych wystawach. Wtedy my mogliśmy napawać się widokami.



Zajrzeliśmy rownież do mini lasu tropikalnego. Jednak po tym co widzieliśmy w Eden Project , ten las wydał nam się mikroskopijny.


 W lizbońskim oceanarium możemy zobaczyć przeurocza parkę ryb z gatunku samogłowów. Prawda, ze wyglądają przyjemnie?







Oczywiście nie mogło zabraknąć Nemo.


Bilety do oceanarium do najtańszych nie należą, ale nie są tez zbytnio wygórowane. Za rodzinny bilet zapłaciliśmy 49,50 euro.


W drodze powrotnej do Dworca Oriente mijamy Kasyno oraz plac Rossio Olivais.


Na placu tym powiewają flagi państw , które brały udział w Expo 98.


Wracamy z powrotem na dworzec, odwiedzając wcześniej Centrum Handlowe Vasco da Gama.
Po szybkich zakupach i odwiedzeniu popularnej sieci fast food (niestety byliśmy na tyle głodni, że nie chciało nam się szukać wykwintnych dań) udaliśmy się w drogę powrotną do centrum Lizbony.


Ten dzień nie zapowiadał się ciekawie, jednak z całą pewnością należał do udanych. Pomimo deszczu bawiliśmy się na prawdę dobrze.

6 komentarzy:

  1. Fajna wycieczka .Nie ukrywam że bardzo lubię oceanaria , mogę oglądać godzinami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna wycieczka :) Szkoda, że pogoda nie dopisała, ale i tak wrażeń mieliście sporo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że poza pogodą wycieczka była udana. Oceanarium super.
    My planujemy w maju wyjazd do wrocławskiego Afrykarium. Podobno warto go zobaczyć.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie jak się jedzie na urlop w ciepłe kraje i zamiast słońca jest deszcz, to można się pochlastać :). Na szczęście istnieją oceanaria, muzea, zadaszone ogrody botaniczne itp. które są świetną alternatywą przy braku słońca. Najważniejsze, że się wszyscy dobrze bawiliście i spędziliście razem czas. Bo od pogody za oknem ważniejsza jest pogoda ducha.

    OdpowiedzUsuń
  5. I ja powtórzę za Mo.: najważniejsze jest, że przyjemnie spedziliście czas.
    Świat podwodny jest fascynujacy. Kiedy odwiedzamy oceanaria, zapominamy o czasie...
    Świetne zdjęcia.
    Pozdrawiam Cię baaardzo ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  6. szkoda, że mieliście taką deszczową pogodę. To oceanarium wygląda bardzo fajnie, moim mażeniem jest pojechać do Japonii i zobaczyć to ogromne oceanarium :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).