eeee

sobota, 15 sierpnia 2015

Seaham

Korzystajac z szalenie ładnej pogody (termometr pokazywał 22 st. C)  postanowiliśmy wybrać się do Seaham. Miejscowość a w zasadzie jedna jej część była już nam znana, ponieważ w 2011 roku odwiedziliśmy klifowe wybrzeże przylegajace do niej . Obecnie gościliśmy akurat moją siostrę z dzieciakami, więc 
tym razem postanowiliśmy wybrać się na lody, które reklamowali na swoim blogu Small Voyagerzy . 
Pierwotnie zakladaliśmy, że zaparkujemy nasze auto w centrum miejscowości, jednakże wybraliśmy ostatecznie parking na uboczu, oddalony od centrum o okolo 1 milę.



I byl to najlepszy z  najlepszych wyborów. Spacer wzdluż wybrzeża byl fantastyczną formą relaksu.



W pewnym momencie poczułam się jak w Barcelonie, może nie kolorowy , ale jednak przypominajacy mi sławna ławke Gaudiego-murek oddzielajacy klif od chodnika.



Widoki zapierające dech w piersiach.Ciągle niedoceniana przeze mnie północno-wschodnia Anglia.



Docieramy w końcu do nadmorskiej promenady


i w drodze do naszego "lodowego" celu mijamy pomnik żołnierza. To Tommy walczący w I Wojnie Światowej. Pomnik został wykonany ze specjalnej stali przez lokalnego artystę Raya Lonsdale na setna rocznicę rozpoczęcia I Wojny Światowej. Pierowozorem Tommego byl żołnierz pochodzący z pobliskiej wsi o nazwie Murton. Otrzymal on medal wojenny.
Lonsdale wysłuchał historii owego żołnierza i postanowił w ten sposob upamietnić uczucia, jakie towrzyszyly bohaterom wojenym w pierwszych  chwilach po zakończeniu walki. 


Co sądziecie o tym bohaterze, jakie uczucia widac na jego twarzy i co przedstawia jego postawa?


Nawet w chłodnej północnej Anglii rosną palmowate rośliny.


Docieramy w końcu do naszego celu. Ja wprawdzie za lodami nie przepadam, ale reszta mojego towarzystwa jak najbardziej.


Zdania byly podzielone. Jednym lody smakowaly, innym tak sobie.




Po spałaszowaniu swoich porcji, ci zadowoleni i ci mniej,  ruszyliśmy przed siebie, zobaczyć co jeszcze może nam zaoferować Seaham.


 Minęliśmy niewielkie centrum handlowe i dotarliśmy na deptak. Był już on nieco wyludniony w sobotnie popołudnie, ale to akurat nam wogóle nie przeszkadzało.



 Następnym naszym celem byla marina.



 Niewielki porcik, ale bardzo urokliwy.


Drogę powrotną postanowiliśmy przebyć plazą, a że akurat był odpływ bylo to możliwe.  Kiedy jest przypływ pozostaje tylko wąski pas kamienistego nadbrzeża. Nawet w butach niezbyt wygodnie się po nich spaceruje.


Naszym gościom udało sie znaleźć sporo kolorowych kamyczków, o których wspominałam we wcześniejszym wpisie dotyczącym Seaham. Niestety tym razem morze nie wyrzucilo muszelek.


2 komentarze:

  1. Witaj Martuś :)
    Trochę nadrabiam moją 2-tygodniową nieobecność ;)
    Swietne to klifowe wybrzeże!!! I coś mi sie wydaje, ze pogoda idealnie dopisała :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh te Seaham ma w sobie ten urok a zwlaszcza te klify:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).