eeee

środa, 29 lipca 2015

Killhope Lead Minning Museum

Sa takie miejsca, ktore nie robia na mnie dobrego, pierwszego wrazenia i musze sie dlugo zastanawiac, czy aby na pewno chce je odwiedzic.. Omijam je, zastanawiam sie czy warto. W przydku Killhope Lead Minning Museum bylo podobnie.




Pierwszy raz to miejsce zobaczylam, kiedy w zeszlym roku wracalismy ze Szkocji.
Postanowilismy wtedy skrecic z glownej drogi i ostatni etap podrozy odbyc gorskimi drogami poprzez Penniny.
Wtedy walsnie zobaczylismy po raz pierwszy to muzeum.
Pozniej przejezdzalismy kilkakrotnie obok, ale zawsze mielismy inne plany i nie mialismy czasu, aby sie zatrzymac.
W zeszlym tygodniu jednak w moje rece wpadla ulotka z tego miejsca...i stwierdzilam,ze to chyba znak, i w koncu trzeba sie tam udac. Wybralismy niedzielne popoludnie, zaraz po obiedzie pakujac sie do samochodu.Od celu dzielilo nas 20 mil.
A co to za miejsce?


Killhope to muzeum powstale na terenie XIX-wiecznej kopalni olowiu.
Obiekt zostal udostepniony dla turystow w 1984 roku,
Nasza wycieczke rozpoczynamy od odwiedzenia wystawy mineralow, jakie mozemy w tym miejscu znalec.


Nastepnie udajemy sie do domu, w ktorym kiedys mieszkali gornicy.
Kopalnia jest oddalona od najblizszej miejscowosci o okolo 4 km, w czasach wiktorianskich tereny te byly jeszcze bardziej wyludnione.Aby uniknac codziennych dlugich wedrowek do i z pracy, gornicy mieszkali na terenie kopalni.


Pogada w dniu, w ktorym odwiedzilismy muzeum byla typowo angielska, zimno, mgla i deszcz.Az milo bylo wejsc do takich pomieszczen i sie ogrzac.


Podczas swojej pracy gornicy natrafili na takie oto skamienialosci:


W Killhope mozemy odbyc spacer tunelem. Co znajduje sie za metalowa bramka niestety nie wiemy.Nasz najmlodszy synek nie ma jeszcze 5 lat i nie moglismy z nim tam wejsc.Wybierajac sie jednak nalezy pamietac o kaloszach, bo bedziemy brodzic w wodzie po kostki.


Nam kalosze przydaly sie do chodzenia po calym obiekcie  poniewaz padajacy deszcz spowodowal, ze chodzilismy po blocie.



Podczas naszej wycieczki, z pomoca pracownicy muzeum, szukalismy mineralow.Dzeciom udalo sie nawet znalezc dosyc ladne krysztaly, radosci nie bylo konca.Mlodsza corka byla jednak  zawiedziona, poniewaz ona szukala konkretnego kamienia-diamentu.



Killihope jest znane z ogromnego wodnego kola, ktore zostalo odrestaurowane i jest w pelni sprawne.Srednica kola wynosi az 10m.



Nie wiem dokladnie o co w tym wszystkim chodzi, ale wlasnie tak wyglada mechanizm kola.



Nastepnie udalismy sie na krotki spacer po lesie.Niestety ze wzgledu na niezbyt sprzyjajaca pogode, nie udalo nam sie spotkac zadnego zwierzaka.




W kazdy weekend organizowane sa dodatkowe atrakcjie dla dzieci.My akurat trafilismy na "Animal Handling Session".



Urocze prawda?



Okazuje sie, ze te zwierzaki, ktore wydaja sie obrzydliwe, sa calkiem przyjemne w dotyku i nie takie straszne w rzeczywistosci.Mnie osobiscie obrzydzaja wszelakie weze i zmije, ale wbijajac sie w tlum dzieci postanowilam przelamac swoj lek i dotknac weza.


W Killhope Museum mozemy wynajac sobie jeden z 3 namiotow, duzy, ktory miesci okolo 15 osob i dwa mniejsze, w ktorych moze spac 6 podroznikow.
Cos mi sie wydaje, ze jeszcze sie tam wybierzemy...

3 komentarze:

  1. Nie no, wszystko ładnie pięknie, ale te stworzenia na koniec - okropności! :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Namioty trochę kojarzą mi się z tatarskimi jurtami - są dość podobne. Nie wiem czy te muzeum by mnie zaciekawiło, musiałbym chyba przekonać się na "własnej skórze". Co do zwierząt to... nie znoszę pająków, węży co prawda też nie, ale na punkcie tych pierwszych mam chyba normalną obsesję. Nie objawia się ona panicznym strachem czy paraliżem, ale jak widzę pająka to od razu mam ochotę go unicestwić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. mnie też niektóre miejsca nie zachęcaja do odwiedzenia, ale czasem myśle sobie może warto pojechać i sprawdzić, lepiej to niż siedzieć w domu... boję się takich zwierząt ale mimo wszystko chciałabym takiego pająka potrzymać x

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).