eeee

piątek, 16 maja 2014

St.Ives-Wielka Brytania

Do St. Ives wybralismy sie w dzien, ktory wedlug prognozy pogody (czyt. metoffice.gov.uk) mial byc umiarkowanie zachmurzony z przelotnymi opadami deszczu.Zatem zaopatrzylam dzieci w kurtki przeciwdeszczowe i kalosze, i ruszylismy podbijac nadmorski (nadoceaniczny ) kurort na angielskim Lazurowym Wybrzezu.
Dojazd z campingu zajal nam okolo 45 miniut.Od pojawienia sie pierwszej tablicy z napisem St.Ives informujacej, ze jestesmy w obrebie miasta, odpowiednimi drogowskazami jestesmy kierowni na  parking.Kierujac sie w jego strone, juz wiedzielismy, ze jest sporo oddalony od naszego celu. Jak sie pozniej okazalo parking calkiem slusznie znajduje sie w tym miejscu, poniewaz ulice miasteczka sa waskie i nie ma tam  mozliwosci parkowania.Umiejscowiony jest jakby nad miastem, poniewaz samo St.Ives znajduje sie w dolinie.
Zejscie z parkingu do zatoki zajeloby nam okolo godziny, a wejscie chyba byloby juz zupelnie nie do przebycia. Dlatego tez bardzo chetnie skorzystalismy z busow, ktore za 1 funta od doroslej osoby i 50 pensow od dziecka(koszt za jeden przejazd) zawiozly nas do celu, a pozniej odwiozly.

widok na zatoke z parkingu

Kiedy sie czlowiek naoglada tych pieknych zdjec u wujka google to tez pomimo pogodowych przeszkod chce to wszystko zobaczyc.Tym razem metoffice nas oszukalo( ale w koncu to tylko prognoza pogody), bo zachmurzenie owszem chwilowe moze i bylo, ale przez ich nieprecyzyjnosc, i moja glupote  dzieci musialy sie meczyc kilka godzin w kaloszach.

 

St.Ives to drugi najbardziej znany w Wielkiej Brytanii osrodek surfingu (pierwszy to oddalony o 30 mil Newquay).A jezeli jest to miasteczko zyjace przede wszystkim z turystyki, nie moze tu zabraknac sklepow z pamiatkami 


i barow.



Troszke teraz zaluje, ze nie udalo mi sie sprobowac cornish pasty.Moglam chociaz wegetarianskiego sobie kupic, reszta naszej wycieczki nie wyrazala zainteresowania tym lokalnym (podobno) przysmakiem.Cornish pasty to rodzaj pieroga, paszteciku, w kazdym badz razie zapieczonego w ciescie farszu skladajacego sie w tradycyjnej formie z miesa wolowego,ziemniakow, cebuli i brukwi.


google.co.uk
Tak jak wspomnialam wczesniej,poogladalam zdjecia w internecie, zachwycilam sie tym miejscem  i postanowilam cala swoja rodzinke przyciagnac do St.Ives.


I coz moge napisac...no pieknie jest.Slonce swiecilo a zatem klimat byl taki jak na owych zdjeciach od wujka google.Spacerujac glowna uliczka z mnostwem sklepikow dotarlismy do zatoki, ktora jest rownoczesnie portem rybackim.Nie jestem zwolenniczka spacerowania po glownych deptakach, jednakze bylismy przed szczytem sezonu turystycznego i bylo na prawde bardzo przyjemnie.


Wedrujac sobie nadmorskim deptakiem spotkalismy kilku grajkow.Robia oni na Was jakiekolwiek  wrazenie pozytywne, badz negatywne,czy przechodzicie obojetnie?Na mnie jakos szczegolnie nie, ale ten dziwnym trafem brzedkolil dosyc sympatycznie, co spodowalo,ze zatrzymalismy sie na chwilke, posluchalismy i docenilismy w odpowiedni sposob "prace" (?) sympatycznego pana.Zdjecie publikuje bez jego wiedzy i zgody,mam nadzieje, ze jezeli kiedykolwiek trafi na tego bloga nie bedzie mial mi za zle, ze uzylam jego wizerunku.



Mnie pozytywnie zaskoczyl kolor wody w oceanie i  pewnie bede to powtarzac w kazdym wpisie dotyczacym Kornwalii. Niestety Morze Polnocne nie ma takiego koloru.


Zmeczylismy sie nieco spacerujac i chociaz byl to spokojny spacer, bylo nam najzwyczjaniej za cieplo. Ciuszki, ktore nakazlam rodzinie zalozyc byly za grube i za ciezkie, obuwie rowniez nie bylo odpowiednie do pogody, ktora zastalismy w St.Ives.Pluskajace sie w wodzie dziewczyny spowodowaly , ze wszystkim nam zrobilo sie jeszcze bardziej goraco.



Lekko zmeczeni, bo nie przystosowani do warunkow atmosferycznych, udalismy sie w strone przystanku dla busikow.Pozegnalismy St.Ives z zalem i nadzieja, ze za lat kilka uda nam sie tutaj powrocic, pospacerowac jeszcze waskimi uliczkami, dotrzec do miejskiego kosciola i zajrzec do jego wnetrza.



3 komentarze:

  1. Po pierwszym zdjeciu pomyślalam, ze to Francja, naprawdę! Dopiero przy kolejnych, uswiadomiłam sobie że przecież mieszkasz w Anglii :)
    Szkoda, ze nie spróbowaliście cornish pasty, bo wygląda niesamowicie - ja bym spróbowała :)
    I masz rację, kolor oceanu, naprawdę zwraca uwagę :) Moze dlatego pomyślałam, że to Cote d'Azur ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale cudnie - czasami nawet ładniej niż w Hiszpanii :). Kornwalia jest póki co moim niespełnionym marzeniem, już sama nazwa wywołuje uśmiech - może dlatego że zawiera w sobie słowo konwalia - moje ulubione kwiaty :). Kilkoro moich znajomych tam było i wszyscy wracali zachwyceni. Wiesz co - ja nigdy przed wyjazdem nie sprawdzam prognoz, bo po pierwsze im nie wierzę, a po drugie nie chcę sobie psuć humoru jakby co:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zjadło mi komentarz, może wyłącz obrazkową weryfikację wstawiania komentarz, to utrudnia:)

    Urocze miejsce , miło mi się tu spacerowało.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.Będzie mi miło, jeżeli pozostawisz po sobie ślad :).